niedziela, 16 listopada 2014

Uwaga!

Moi drodzy, nie przychodzimy z rozdziałem. Dlaczego? Fakt wiemy zawaliłyśmy bloga ale teraz się rehabilitujemy, próbujemy pisać i to co nam wychodzi jest jakie jest ale po ilości wyświetleń jednego rozdziału jesteśmy zawiedzione, czasami ponad 60 wyświetleń nie pojawia się od tak. Komentarzy 1 o ile w ogóle jest. Dlatego prosimy skomentujcie, to jest motywacja. Prosimy, aby pod tym postem pojawiły się jakieś komentarze, czy mamy dalej to kontynuować, czy ktoś to czyta, a może poświęcamy nasz czas, a może nikt tego nie czyta, to tylko Weronika nabija wyświetlenia, bo jej się nudzi?
Bardzo was prosimy, skomentujcie, jak nie ten post, to rozdział. Nie masz konta na google, komentuj za anonima.
Kochamy Was, o ile ktoś to czyta
Weronika i Dragon Lady ♥

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 27 |II sezon

*oczami Diany*
Nie jestem jeszcze pewna tego co robię ale bez zastanowienia odwzajemniam pocałunek. Czuję się jak lecąca na szmaragdowym obłoczku. Każdy ma swój podpis, jakim jest pocałunek. Ja zakochałam się w podpisie Harrego. Ale czy nadal kocham? Nie! Jest tylko Cody. Gdy myślę o blondynie natychmiast, odrywam się od Harrego. Nie zamierzam go spoliczkować, nakrzyczeć, zrobić coś, czego będę się wstydzić. On wpatruje się we mnie. Nie mogę odgadnąć tego spojrzenia, nie jestem w tym dobra. Jego kąciki ust podnoszą się, kiedy nie ma żadnej reakcji z mojej strony. Nie wiem co o tym myśleć, sama przed sobą. Nie wiem  dlaczego odwzajemniłam jego pocałunek. Brakowało mi kruchych, delikatnych, subtelnych pocałunków? Mam dość nachalności Codiego? Jestem zmieszana, co chyba widać na mojej twarzy, bo Harry zaraz odsuwa się ode mnie i w geście zawstydzenia drapie się po karku.
- Przepraszam - mówi cicho, ledwo go słyszę, spuszczam wzrok na moje kolana.
- Nie masz za co - podnoszę głowę i przenoszę s powrotem na jego twarz.
- Mam, Diana, przepraszam.
Chyba chce pokazać jak bardzo głupie jest to, kiedy nieustannie przepraszam ja. Na moje policzki wkrada się delikatny rumieniec ale zaraz zostaje zakryty przez kaskady blond włosów.
 - Chcesz wejść? - pytam nie do końca świadoma jak to mogło zabrzmieć w jego oczach.  Dla mnie to tylko zwykła koleżeńska propozycja, typu "Napijmy się soku." lub " Może chcesz zobaczyć jak mieszkam w nowym lokum?" a nie jakaś propozycja o nie wiadomo czym. On chyba nie odebrał tego tak ja pomyślałam w drugiej chwili, uśmiecha się i odpina pasy.
- Czemu nie? - mówi po chwili i otwiera drzwi samochodu.
Robię głęboki wdech i wydech po czym powtarzam jego czynność.
Jestem już w drzwiach do apartamentowca, kiedy uświadamiam sobie, że nie skontaktowałam się z Zaynem, nie zadzwoniła, nie zapytałam jak się czuje, co z nim. Obiecuję sobie, ze zrobię to tylko jak wrócę do mieszkania, kiedy Harry już pójdzie. Czuję na szyi jego zimny oddech, wzbraniam się jak mogę przed wstrząśnięciem ciałem, w końcu po moich plecach biegnie dreszcz. Kiedy jesteśmy już w windzie, pierwszy raz od czasu wysiadki z samochodu spoglądamy na siebie, on uśmiecha się do mnie, ja analizuję wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia. Obiecuję sobie, że po tym jak zadzwonię do Zayna, biegnę do Iv do szpitala. Kiedy słyszę ciche piknięcie- jesteśmy na moim piętrze. Przełykam nerwowo ślinę i nie patrząc już na Harrego wychodzę z windy. Sięgam do torebki po pęk kluczy. Jak najwolniej przekręcam kluczyk w zamku. Kiedy już przekręciłam już klucz 2 razy, po usłyszeniu 2 sygnałów, że drzwi są otwarte, naciskam klamkę i jak najwolniej otwieram drzwi. Nagle zamieram w jednym momencie. Mam ochotę wywalić Harrego, nie wpuszczać go do pobojowiska jakim jest salon. Tam leżą niedopałki dragów, woreczki z kokainą, armie pustych butelek po wysoko procentowym alkoholu. Uśmiecham się sztucznie do Harrego. Postanawiam, że zaprowadzę go do kuchni, tak aby przejść, zobaczyć jak najmniej salonu. Zdejmuję buty, a obok moich szpilek pojawiają się kozaczki Harrego. Prowadzę go do kuchni. Jak najmniej przez salon. Żeby jak najmniej zobaczył.-powtarzam to jak mantrę.
- Diana? - zatrzymuję się w pół kroku. - Co to jest?

******
 Mam do was jedno pytanie odnośnie szablonu, a mianowicie, wyświetla wam się obrazek z Harreym i Zaynem? Weronika mówi, że u niej nie, a jak u was? Proszę odpowiedzcie w kometntarzach.

 Taki króciutki w planach była jeszcze perspektywa Zayna ale czas mnie goni, rozdział jest beznadziejny, bo w długi weekend, kompletnie zawaliłam sprawę ze szkołą, muszę się uczyć i naprawdę was przepraszam za ten badziew. Następny postaram się, żeby był lepszy ale ile komentarzy taki rozdział. Nie ma motywacji. Więc proszę komentujcie, to jest naprawdę dużo.
Lena♥

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 26 |II sezon

*oczami Diany*
Boli mnie głowa ale znosiłam gorszy ból. Otwieram oczy i rozglądam się po pomieszczeniu. Nadal jestem w sali Ivy, siedzę na krześle przy ścianie, a nade mną pochyla się Harry. Nie mówi nic tylko podaje szklankę wody.
- Niech się pani nie martwi to tylko stres- odzywa się z głębi pokoju lekarka.
Kiwam głową, na potwierdzenie samej sobie. Harry uśmiecha się pokrzepiająco i zabiera ode mnie szklankę, którą zdążyłam już opróżnić. Spoglądam na Ivy, na jej tworzy maluje się szok ale nie płacze, tępo wpatruje się w ścianę przed nią. Jej wzrok jest pusty, co samo w sobie się zaprzecza. Postanawiam wstać, na co Harry od razu reaguje i pomaga mi wstać. Po moim ciele roznosi się ten dreszcz, którego nie czułam od pierwszego dotyku Harrego, postanawiam je ignorować i pewniejsza siebie staję o własnych siłach, co przyjmuję dezaprobatę Harrego. Mam chłopaka i powinnam ignorować tego kobieciarza jakim jest pan Styles. Odsuwam się od niego i kiwam głową w podziękowaniu, co było ledwo zauważalne ale on odwzajemnił ten gest uśmiechem, który ja zignorowałam. Nie potrzebowałam tego intryganta, złamał mi serce i po raz kolejny nie chcę tego doświadczyć. Kochałam go, a może dalej go kocham ale nie chałami dopuścić do siebie takiej myśli, więc postanowiłam ignorować Stylesa. Podeszłam do łóżka Iv i usiadłam na jego krawędzi. Chwyciłam jej zimne dłonie w swoje, które był nienaturalnie gorące. Ivy przez jakiś czas nadal wpatrywała się tępo w ścianę by po chwili przenieść swoje puste oczy na mnie. W jednej chwili, kiedy nasze oczy się spotkały pustka zniknęła, zastąpił je smutek, nie widziałam już dwóch świecących się szczęściem kamyków, były czarne, zaszklone oczy pełne goryczy i smutku. Patrzyłyśmy na siebie przez dłuższą chwilę, ona szukając oparcia, które na pewno we mnie miała, ja starałam się przekazać, że będzie dobrze, niech się nie załamuje.
- Staraliśmy się ale bardzo nam przykro, będzie pani chodziła na rehabilitacje i może ta radę z tego jakoś wyjść - lekaraka próbowała dodać jej pewności siebie, pocieszczyć podłamaną Ivy, nieskutecznie.
Starsza kobieta bez słowa wyszła, zostawiając nas samych w małym szpitalnym pomieszczeniu. Po raz pierwszy od rozmowy na balkonie zostałam sama z Harrym w pokoju, gdzie mogliśmy sami rozmawiać, Ivy wiedziała o wszystkim, więc nie miałam się czego wstydzić.
- Pozwolicie, chciałabym się z tym przespać? - brunetka łamiącym się głosem przerwała tę niezręczną ciszę.
Kiwnęliśmy z Harrym jednocześnie głowami. Powoli wyszłam z sali, czułam, że z sali wychodzi za mną Harry.
- Może powinnaś pojechać do domu przespać się? - zaproponował Harry.
Szczerze powiedziawszy przydałoby mi się to. Potwierdziłam to skinieniem głowy i skierowałam się ku wyjściu, szukając w torebce telefonu, aby sprawdzić rozkład autobusów odjeżdżających z najbliższego przystanku. Harry widząc moje poczynania uśmiechnął się pod nosem.
- Zawiozę cię - spojrzał mi głęboko w oczy, szukając jakichkolwiek oznak sprzeciwu lub euforii. Jeszcze czego, zachowam zimną krew! Przybrałam obojętny wyraz twarzy, choć wewnątrz wszystko się wokół mnie gotowało. Nie uśmiechała mi się wizja powrotu do domu z Harrym. Czułam się przy nim niekomfortowo, chciałam mu poderżnąć gardło, krzyczeć, zwyzywać go od najgorszych. Nic nie mówiąc, rozważając wszystkie za i przeciw, zaczynałam być coraz bardziej sceptycznie nastawiona do tego pomysłu.
- Diana no nie daj się prosić - spojrzał się na mnie roześmianymi oczami, a na jego policzkach ukazały się dwa dołeczki, tak pięknie się uśmiechał. Nic nie powiedziawszy ruszyłam za nim do jego samochodu.
Początkowo jechaliśmy w ciszy, którą on przerwał:
- Diana, porozmawiajmy- zaczął.
- Nie mamy o czym - skomentowałam krótko.
- Uwierz mamy.
- Właśnie, że nie. Uważasz mnie za debilkę, założyłeś się o mnie do cholery, a teraz co? Uważasz, że wszytko będzie okej? Najlepiej zostańmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Nie, Diana. Ja cię kochałem i kocham. To nie miało tak być. To był tylko jedn głupi zakład, później naprawdę coś do ciebie poczułem.
- W 2 dni?
- Diana, przepraszam.
- Zamknij się Harry! Bawiłeś się mną i teraz uważasz, że wszystko będzie super jak powiesz nieszczere przepraszam?
- Di, ja mówię prawdę.
- Daruj sobie.
- Proszę, daj mi spróbować od nowa.
- Miałeś swoją szansę Harry i wiesz co z nią zrobiłeś? Spieprzyłeś wszystko, wszystko zepsułeś jedną wypowiedzią. Złamałeś mi serce i teraz łudzisz się, że będzie zajebiście? Mylisz się, bardzo się mylisz.
Harry zatrzymał się na parkingu pod moim blokiem. Miałam zamiar wysiadać, kiedy poczułam jak chłopak łapie mnie za rękę i odwraca do siebie. Po ułamku sekundy czułam na swoich ustach jego wargi, usta, w których się zakochałam.

***********************
Mała obsuwa ale mam bardzo pracowity tydzień. Następny, w czasie długiego weekendu. Proszę komentujcie to bardzo motywuje.
Pozdrawiamy Lena i Wera :*
Kochamy was ♥ ♥ ♥

środa, 22 października 2014

25 rozdział| II sezon



*oczami Zayn'a*
Siedziałem sam od dłuższego czasu, zamknięty w czterech ścianach. Nie peszsłuchali mnie, poprostu wsadzili mnie do tego czarnego, małego pokoju. Nie wiem ile czasu tu siedzę, przyjechałem sam, Diana została TAM... Jestem zdenerwowany nie dlatego, że mogą mnie wsadzić, tylko dlatego, zę coś się stało Iv. Wpatruję się w ciemną ścianę przede mną i klnę na siebie jakim to jestem durniem.
Nagle do pomieszczenia wchodzi policjant ubrany w mundur, ma obojętną minę, co bardzo mnie nie pokoi i sprowadza moje rozbiegane myśli to tej niesamowicie małej przestrzeniu, jaką jest pokój przesłuchań.
Mężczyzna siada naprzeciw mnie i zadaję pierwsze pytanie:
- Czy przyznajesz się do potrącenia Ivy Ramos we wczorajszych godzinach wieczornych?
Kiwam głową, nie mam siły wydusuć z siebie tego głupiego "tak".

*oczami Diany*
Ivy zasnęła kilka minut temu, a ja nadal siedzę na przyniesionym przez pielęgniarkę krzesełku, stojącym obok łożka Ivy. Wpatruję się w nią, tak spokojnie śpi, o niczym ne wie. Sumienie karci mnie, że jej nie powiedziałam, moze i lepiej. Cicho i powoli wstaję z krzesła i wychodzę na zatłoczony korytarz. Tak bardzo mi szkoda tych wszystkich ludzi, jedni płaczą inni cieszą się, a jeszcze inni siedzą z kamienny wyrazem twarzy jakby próbowali nie okazywać tych najgorszych emocji, mi się nie udało, mam policzki zaczerwienione od płaczu, widać, ze tej nocy prawie nie spałam. Nagle mój telefon zaczął wibrować, Spoglądam na wyświetlacz, Cody. Zastanawiam się chwilę czy odebrać, czy to wszystko co powiedział Harry to prawda? W końcu wciskam zieloną słuchawkę i przykładam telefon do ucha.
-Halo, Diana?- słyszę w jego głosie złość.
-Tak?- nie mam siły mu się tłumaczyć, moze to nic ważnego.
- Gdzie ty do cholery jesteś?! Umuwiliśmy się w kawiarnii koło uczelni, a ciebie dalej nie ma!- jest cholernie wkurzony, ma prawo powinnam przynajmniej napisać ale ile on razy tak robił?
- Jestem w szpitalu, bo Ivy miała wypadek...- nie daje mi dokończyć.
- Ty mała suko- w moich oczach zbierają się łzy, nazwyał mnie tak już ale to nadal boli.- Twoja przjaciółeczka ze złamanym palcem jest ważniejsza ode mnie.
- Ivy miała wypadek, muszę z nią być. Pa, kocham Cię.-Rozłączył się po "pa", nie powiem jest mi cholernie przykro ale kocham go i cóż poradzić.
Chowam telefon do kieszeni i postanawiam iść coś przekąsić, bo dopieo teraz odczuwam, że za chwilę zemdleję.

                                                                       ***
Siedzę i powoli przeżuwam ohydne szpitalne jedzenie ale pocieszeniem jest moja kochana grecka sałatka nałozona obficie na mój talerz. Cały czas myślę o Zaynie. Czy to będzie coś poważnego?
Czy zatrzymają go jak jakiegoś mordercę? Nie jestem na niego zła, mam mu zazłe,myślę, że Ivy też nie będzie miała. Mój telefon zawibrował obwieszczając,że dostałam SMS-a.
Nieznany... wszędzie go poznam, Harry. Zastanawiałam się czy odpisać ale jednak postanowiłam nie być pamiętliwa co jest jak dla mnie cholernie trudne, a ty bardziej ignorowanie go.


Nie wiem dlaczego na końcu postawiłam uśmiechniętą minkę ale trudno.Po tej krótkiej konwersacji odechciało mi się dalej jeść, więc zrezygnowana zaniosłam swój talerz do okienka i wyszłam z bufetu.Winda była zapełniona ludźmi, więc powoli wgramoliłam się napiętro, gdzie leży Ivy. Usiadłąm na jednym z krzeseł.  Zapominając na chwilę o wszystkim nim się zorientowałam odpłynełam ze zmęczenia na tym drewninym, niewygodnym krzesełku stojącym na zatłoczonym, gwarnym korytarzu.
***
Poczułam, że nie śpię już w pozycji siedzącej tyko na wpół leżącej, jakby tego było mało nie czułam pod głową zimnej powierzchni drewna tylko miękkie i ciepłe nogi. Zerwałam się jak oparzona, czego zaraz porzałowałam. Po mojej głowie rozniósł się potworny ból, a do moich uszu dobiegł cichy jęk.
- Przepraszam- mechanicznie zaczęłam przepraszać, nie patrząc na moją ofiarę.
- Nic się nie stało, Dina.
Spojrzałam w zielone, hipnotyzujące tęczówki Harrego. Nie zabrałam mojej ręki spoczywającej na jego lewym kolanie, wręcz przeciwnie opuzki moich palców były przyjemnie nagrzane. 
- Przepraszam, Harry, naprawdę przepraszam.- wpatrywałam się w jego twarz, jakby badają ją na nowo z tak bliskiej odległosci. 
- Przestań przepraszać, zawsze miałaś do tego dendencje. A teraz chodź lekarz kazał iść do Ivy jak tylko się obudzisz.- podał mi rękę, gdy wstawał, nie podałam mu swojej, moja urazona duma na to nie pozwoliła.
Samodzielnie wstała, lekko się chwiejąc. Harry natychmiast zareagował i złapał mnie w pasie, tylko coś mruknęłam i szybkim krokiem weszłam do sali Ivy. 
W pomieszczeniu była już doktor prowadząca. 
- Chciałam Diano, zebyś jako siostra była przy Ivy kiedy jej to powiem.- kiedy to powedziła Ivy już otworzyła usta, żeby zaprzeczyć nasze pokrewieństwo ale tylko póściłam jej oczko i je zamknęła. 
Usiadłam obok brunetki i złapałam ją za rękę, Harry nadal stał w drzwiach czego starsza kobieta nawet nie zauważyła.
- Ivy, mam dla ciebie złą wiadomość. Zrobiliśmy wszystko co możliwe ale twój układ nerwowy został uszkodzony i nie będziesz mogła już chodzić.
Spojrzałam na twarz Ivy, na jej zawsze wesołe oczy, w których zebrały się łzy i gdy zemdlałam mignął mi tylko przed oczami obraz podbiegającego do mnie z jeszcze szokowaną miną Harrego.

***************************
I mamy rozdział dzisiaj, miałam tak trochę luźniejszy dzień, a cały weekend będę się tylko uczyć :P 
Rozdział krótki bo obok laptopa leży i niecierpliwi się zeszyt z geografii. 
Kochamy was ♥ ♥
Lena i Wera
ROZDZIAŁ NIE JEST SPRAWDZANY, WIĘC MOGĄ POJAWIĆ SIĘ MNIEJSZE LUB WIĘKSZE BŁĘDY LITEROWE, ZA CO NAJSERDECZNIEJ PRZEPRASZAMY. 

Steal my girl już za 2 dni !!!

wtorek, 21 października 2014

Powrót

Moi kochani,
tak dawno tu nic nie było, poza notatką błyskotliwej Weroniki ale nastąpi reaktywacja i kontynuacja tego opowiadania. Chcemy was przeprosić, że nic nie pisałyśmy ale trochę na sie nie chciało, nie było czasu. Teraz rozdziały będą standardowo pojawiać się co tydzień, ale cóż, skargi i zażalenia to tych wyżej. Obiecujemy wam, że dokończymy już tę historię i będziemy naprawdę szczęśliwe jka jeszcze o nas nie zapomnieliscie ale cóż trzeba będzie rozpocząć reklamację :) Dziękujemy za to, że jak na razie jestescie z nami i dodajcie się do obserwatorów żeby móc śledzić naszego bloga, zajrzyjcie na aska, byłybyśmy wdzięczne gdybyście dlaje śledzili losy Diany, Ivy, Harrego i Zayna :)
Mamy nadzieję, że będziecie z nami :)
Jesli macie jakieś pytania to smiało możecie je zadawać bezpośrednio Lenie :) http://ask.fm/MagdalenaBaazy
Do soboty :)
Kochamy was,
Weronika i Lena <3

środa, 3 września 2014

notatka :)

Następny rozdział będzie, wtedy gdy pod 24 rozdziałem będą 2 komentarze :) Do zobaczenia :)





                                                                                                               

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 24 || II sezon

*oczami Diany*

Zmroziło mnie. Co Ivy robi na sali operacyjnej?
 -Co się stało?- mój głos był nie do poznania, drżał jakbym jechała po wyboistej drodze i głośno ziewała.
-Pani Ramos w wyniku wypadku uszkodziła kręgosłup, musieliśmy zrobić operację. W tej chwili jest ona pod wpływem narkozy i jeśli się nie wzbudzi do południa zrobimy to jeszcze do jutrzejszego wieczoru. Sytuacja nie wygląda najlepiej. Zostały poważnie uszkodzone 2 kręgi i nie chcemy jeszcze nic mówić bez dokładniejszych badań ale panna Ramos prawdopodobnie nie będzie mogła chodzić.- z moich ust wydobył się szloch.- Bardzo mi przykro ale proszę nie tracić nadziei. A teraz przepraszam ale muszę odwiedzić jeszcze paru pacjentów. - kobieta w białym kitlu odwróciła się pozostawiając mnie z Zaynem na szpitalnym korytarzu, gdzie za ścianą leży moja bezbronna, obolała przyjaciółka.
Kiedy kobieta odeszła i zniknęła za rogiem korytarza spojrzałam na Zayna. Jego kawowe oczy wpatrywały się pusto w białą ścianę przed jego oczyma. Z jego twarzy można było wyczytać wszystko. Był przestraszony, przerażony, zły, czuję, że jeśli bym go spuściła z oczu na kilka sekund pobiegł by na szczyt dziesięcio piętrowego budynku szpitala.
-Zayn?-wykrztusiłam słabo wpatrując się w czarnowłosego chłopaka.
-Co ja narobiłem?- targał swoje wcześniej idealnie ułożone włosy.
-Zayn spokojnie.- poklepałam go po skórzanej kurtce spoczywającej na muskularnych ramionach.
- Ona nie będzie chodzić. - był bliski płaczu.

***
Obudziłam się rano z potwornym bólem w karku. Otworzyłam zaspane oczy i otoczyła mnie pożółkła biel. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się co się wydarzyło wczorajszej nocy. Podniosłam głowę z nóg Zayna, który teraz spał z głową spuszczoną ku podłodze. Zerwałam się jak oparzona z krzesła i pobiegłam szukać gabinetu lekarzy. Już prawie południe! Biegłam zatłoczonym korytarzem aż dotarłam do białych drzwi z informacją: POKÓJ LEKARSKI. NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY. Mało mnie w tej chwili obchodziło to, że nie jestem po jakiś studiach medycznych i nie pracuję w tym głupim szpitalu. Pchnęłam drzwi oddzielające tych idiotów w białych kitlach.
-Przepraszam ale to pokój lekarski.- odezwał się świecący pan popijający kawę. Zignorowałam go.
 - Mówiła pani, że w południe wybudzacie Ivy Ramos.- zwróciłam się w kierunku kobiety siedzącej w rogu zielonego pokoju. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że z tych wczorajszych emocji nie pamiętam jej imienia. Wszyscy w pomieszczeniu spojrzeli na mnie kątem oka, a kobieta do której się zwróciłam powoli odstawiła różowy kubek na stolik stojący naprzeciw pufy na której wcześniej siedziała.
Doktor prowadząca Iv szła korytarzem z podniesioną głową, a ja dreptałam niepewnie za nią wpatrzona w moje buty stukające o płytki.

***
 Po raz kolejny w ciągu tych pieprzonych 24 godzin siedziałam z Zaynem u boku pod salą gdzie za ścianą leży moja bezbronna, w narkozie lub już bez środka odurzającego Ivy. Kręciłam młynek palcami kątem oka lustrując Zayna wpatrzonego od 20 minut w ścianę przed nim. Nikt z nas nie był w stanie się odezwać. Byliśmy wstrząśnięci tym, że Ivy może już nigdy nie chodzić. Nie miałam siły płakać, byłam zła nie na Zayna tylko na siebie, że zostawiłam ją u Niny, a sama jak pieprzona egoistka wyszłam po kłótni z Harrym z mieszkania nowej dziewczyny Zayna. Nie myślałam o Stylesie po kłótni. Po prostu wyszłam z tego mieszkania nawaliłam się i naćpałam. Po telefonie od Malika nie miałam czasu myśleć o loczku. Ivy była ważniejsza.
W końcu po 30 minutach wpatrywania się w ścianę przed nami drzwi do sali gdzie znajdowała się Ivy otworzyły się i stanęła w nich kobieta ubrana w biały płaszcz.
-Obudziliśmy panią Ramos ze śpiączki ale jest bardzo słaba, więc mogą państwo wejść na 5 minut. - zerwałam się z Zaynem jednocześnie z drewnianych krzeseł i wpadliśmy do kolejnego korytarza. Byłam nieco zdezorientowana i nie wiedziałam co dalej ale zza moich pleców wyszła lekarka.
-Proszę za mną. - szła z pełną gracją, pełna kobiecości. Jak ona to robi? Nie zgrabnie truchtałam za nią, a Zayn ramię w ramię ze mną.
 W końcu zatrzymaliśmy się pod drzwiami sąsiadującymi z sporym oknem. W pomieszczeniu było jasno z powodu światła z okna balkonowego i mimo dziennej pory, włączonego światła. Pod jedną z białych ścian stało masywne łóżko, a na nim leżał ktoś przykryty kołdrą w morskim kolorze. Początkowo nie poznałam bladej osoby leżącej nieruchomo choć z otwartymi oczami. To była Ivy. Jej ciemna karnacja wyglądała jak ulubiona, stara bluzka, która po tylu praniach straciła oryginalny kolor, wyblakła. Kobieta w kitlu otworzyła drzwi pokazując abyśmy weszli. Zrobiliśmy to o co prosiła. Nie weszła za nami. Podeszłam do białego łózka i usiadłam na niebieskim stołeczku obok niego. Teraz można było rozpoznać Ivy. Jej brązowe włosy ułożyły się na poduszce jakby strzelił w nie piorun. Spojrzała na mnie i poruszyła wargami ale z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Jednak odczytałam z jej warg:" Co się stało? ".
-Zostałaś potrącona.- nie powiem jej kto to zrobił, ani jakie są skutki. Ona nie była gotowa albo to ja nie byłam gotowa jej o tym powiedzieć.
Nagle drzwi do sali otworzyły się. Stanęło w nich dwóch mężczyzn w policyjnych mundurach.
-Pan Zayn Malik?- mówił do Zayna. Czarnowłosy kiwnął ledwo widocznie głową.- Pojedzie pan z nami.

***********
 Bardzo was przepraszamy, że nie dodawałyśmy rozdziałów ale parę spraw rodzinnych, a za 4 dni jedziemy do Londynu i wracamy 8 sierpnia. Nie gniewajcie się. Kochamy was ♡♥
Lena i Wera

czwartek, 24 lipca 2014

Notka Autorska

Nowy rozdział pojawi się w weekend, sprawy osobiste :) Pozdrawiamy :D




środa, 23 lipca 2014

poniedziałek, 21 lipca 2014

Notka :)

Nie dodamy rozdziału, aż nie będzie przynajmniej 3 komentarzy! Zostawcie przynajmniej kropkę, żebyśmy wiedzieli że mamy dla kogo pisać :) Kochamy Was <3 - Wera i Lena :* 




piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 23| II sezon



*oczami Zayn’a *
Siedzę na białym, szpitalnym korytarzu pełnego pogrążonych w rozpaczy pacjentów i ich rodziny lub będących w kompletnej euforii. Ja należę do tych pierwszych, kompletnie przygnębiony, wygłodzony, zdenerwowany i całkowicie zły na siebie. Od czterech godzin siedzę wpatrując się w białą ścianę i jak zdążyłem zauważyć poplamioną prawdopodobnie jabłkowym sokiem przy zetknięciu z podłogą i w ten sposób poswatały trzy małe kropeczki. Totalnie załamany ja siedzący na krześle od czterech godzin nie wykonałem najmniejszego ruchu poza rzadkimi mrugnięciami zamglonych oczu i co godzinnym zerwaniu się z miejsca i wykłócaniu się z pielęgniarką, która co rusz wchodzi lub wychodzi z sali gdzie leży potrącona PRZEZE MNIE Ivy. Czy czuję się winny to mało powiedziane. Najchętniej poszedłbym teraz na ósme piętro tego pieprzonego szpitala i rzucił się z okna. Jeśli Ivy coś się stało, sam osobiście strzelę sobie kulką w łeb. Żadna z tych grubych kobiet w białych kitlach mających na celu informowanie mnie o stanie zdrowia pacjenta nie raczyła mi powiedzieć o co do cholery chodzi. Powinienem chyba zawiadomić o tym wszystkim Dianę, bo na pewno nie rodzinę Iv- zabiją mnie prędzej niż zrobię to za nich. Tak zdecydowanie powinnam poinformować o tym wszystkim Dianę. Jest jeden problem jak mam to zrobić? Nie mam jej numeru, nie wiem gzie mieszkają. Chociaż jest jeszcze Harry. Bez chwili wahania wybrałem jego numer i już po kilku sygnałach słyszę jego zaspany głos.
- Czego chcesz?- nie obchodzi mnie to, że ten leniwy cwel spał tylko jedną ważną rzeczą jest to aby jak najszybciej zadzwonić do Diany i ją o tym poinformować, bo jeśli dowie się, że tego nie zrobiłem to znając jej temperamencik będzie po mnie niż zdążę wyjąć pistolet, aby strzelić sobie w ten pusty łeb.
- Daj mi numer Diany.- nie będę mu tłumaczyć dlaczego ale ma mi teraz go dać.
- Po co ci?- dociekliwy.
- Nie twój zasrany interes. Muszę go mieć i tyle w temacie.- zebrałem się na dłużą wypowiedź.
- Spokojnie.
- Dawaj go.- wcisnąłem czerwoną słuchawkę na wyświetlaczu mojego Iphona.  Po chwili po cichym ze względu na godzinę prawie piątą nad ranem rozległ się cichy dzwonek oznajmujący, że otrzymałem wiadomość od mojego przyjaciela z numerem jego ex. Bez zastanowienia i przemyślenia konsekwencji tego czynu wybrałem numer Diany Collins- przyjaciółki Ivy.
Gdy traciłem już nadzieję na to, że usłyszę w słuchawce z pozoru niewinny głos byłej Harrego ona jak zawsze mnie zaskoczyła i dało się słyszeć jej zaspany, na wpół przytomny głos:
- Tak słucham?
-Cześć Diana tu Zayn sorry, że cię obudziłem ale Ivy jest w szpitalu przy Gordon Street…- usłyszałem huk i pieczenie oznajmiające, że rozmowa została zakończona.

*oczami Diany*
Mój sen został brutalnie przerwany energicznym głosem Ross’a Lynch’a mówiącego mi, że jest zakręcony na moim punkcie. Jedną nogą w świecie realnym, a drugą w łóżku Toma Feltona, czyli w pięknym świecie snu spojrzałam na godzinę na wyświetlaczu mojego telefonu. 4:45. Kto normalny o tej porze chce się z kimś skontaktować? Nie odbierzesz nie opieprzysz sprawcy. Zebrałam w sobie wystarczająco siły, bo nacisnąć zieloną słuchawkę na ekranie.
-Tak słucham?- jeśli to mama lub tata, a ja wyskoczę z czego chcesz debilu.
- Cześć Diana tu Zayn sorry, że cię obudziłem ale Ivy jest w szpitalu przy Gordon Street…- w tym momencie nie wiem co się stało, że straciłam czucie w moim ciele, bo telefon wypadł mi z ręki.
Nie wiem czy dotarło to do mnie całkowicie ale Ivy jest w szpitalu.  Mam ochotę zemdleć. Spokojnie Diana, może to tylko złamanie ręki albo coś, nic poważnego.
-Cholera jasna!!!!- krzyczę i zrywam się z kanapy, aby jak najszybciej znaleźć się w szpitalu przy Gordon Street.
***
Szpitalna atmosfera zawsze nie należała do moich ulubionych klimatów ale jednak czasami siła wyższa i tak jakoś wychodzi, że znajdujesz się w białym holu, przy pożółkłych już ścianach stoją szeregi plastikowych lub drewnianych krzeseł, na których zazwyczaj siadają przygnębieni tragedią ludzie. Czy będę do nich należeć? Czy spędzę kolejny dzień swojego życia na szpitalnym korytarzu lub przy łóżku Ivy? Na te pytania mogę odpowiedzieć jedynie, gdy informacji udzieli mi kobieta w białym kitlu po pięćdziesiątce z nadwagą i blond włosami, które tak usilnie co wieczór są kręcone w stary domowy sposób- papiloty.
-Przepraszam jest tu Ivy Ramos. Gzie mogę ją znaleźć?- niekulturalnie wcięłam się w rozmowę jej i innej kobiety jej pokroju.
- Sala numer  321 na trzecim piętrze.- warczy przez zęby z nieszczerym, wymuszonym uśmiechem na twarzy. Nie dziękuję tej jędzie tylko biegnę do windy, na której drzwiach wisi kartka: „Nie czynne, za utrudnienia przepraszamy.”. Idealnie, biegnę do zatłoczonych schodów i pędem je pokonuje. Za kilka sekund jestem już na szpitalnym piętrze trzecim i macham głowa we wszystkie strony poszukując Sali numer 321. W końcu jest na szarym końcu korytarza na białych drzwiach, na białej karetce o dziwo CZARNYM tuszem napisane trzy cyfry: 321. Sala, w której znajduje się moja przyjaciółka, praktycznie siostra. Naprzeciwko drzwi, które już ze starości przybrały kolor osikanego śniegu stał jak zresztą wszędzie stało lekko brązowe krzesło, na którym po dokładnym przyjrzeniu stwierdziłam, ze siedzi Zayn. Jego twarz ujęta w duże dłonie zwrócona była ku podłodze. Przyśpieszyłam kroku, który nie był już tylko szybkim truchtem tylko biegiem. Stukot moich obcasów roznosił się echem po korytarzu.
-Zayn?- raczej zapytałam niż stwierdziłam. Mulat natychmiast podniósł głowę, a ja ujrzałam już nie tego samego człowieka. Nie był roześmiany, nie miał TYCH iskierek w oczach, które teraz były jakby za mgłą, a pod nimi zamieszkały wielkie, fioletowo-zielone wory.
-Diana.- wskazał, abym usiadła obok niego.
-Co się stało?- te pytanie dręczyło mnie od kiedy podnosiłam telefon, a właściwie jego resztki z podłogi salonu.
-Kiedy wracałem z powrotem do Niny, przez swoją chwilową nieuwagę potrąciłem Ivy.- spócił ponownie głowę ku podłodze.
-CO?!- wykrzyczałam, czym zwróciłam uwagę osób zebranych w tej części piętra na moją osobę.
-Przepraszam.- usłyszałam, że płacze. Zrobiło mi się go żal. W końcu każdemu może się zdarzyć. Co?! Diana każdemu może zdarzyć się potrącić człowieka?! Chyba trzeba przystopować z tą koką, bo ci się we łbie przewraca. Dopiero teraz zorientowałam się jak bardzo moja głowa pulsuje. Mam największą ochotę rzygnąć i to na tego całego Zayn’a. Od dziś nie piję, nie palę i najważniejsze- nie ćpam. I tak się do tego nie zastosuję ale w tym czasie mam tego dość.
- Przepraszam czy są państwo rodziną pani Ramos?- podeszła do nas czarnowłosa kobieta w stroju operacyjnym. Chwileczka, OPERACYJNYM?! Spojrzałam na drzwi Sali, gdzie pod wielkimi  cyframi malutkim druczkiem pisało: WEJŚCIE DO SALI OPERACYJNEJ I GABINET DOKTOR WILSON.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdział. Przepraszam, że tak późno ale przyrzekłam sobie, że skończę do wczoraj książkę pt." Klątwa tygrysa" i dopiero dziś jest rozdział. Teraz rozdziały będą już dużo częściej. 
pozdrawiamy Lena i Wera :* 

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 22 | II sezon



Jedna sekunda może zmienić nasze życie na zawsze.
*oczami Diany*
Nie kontaktuję już. Papa Smerf chyba też. Po ścianach maszerują gumisie, a ja czuję się jak co najmniej garnku zupy z grzybów halucynków. Moja głowa zaraz eksploduje ale nadal jeszcze zaciągam się dymem starej przyjaciółki Marysi, a popijam ją nierozłącznym kolegą Jackiem Danielsem. Na zegarze nad drzwiami wybiła już późna. 15 minut po pierwszej. Co ta Ivy tam robi? Pieprzy się z Zaynem? Gdy ona się napije można się tego spodziewać.
Zaczynam się niepohamowanie śmiać i odrzucam na bok myśli o Ivy ale nagle zaczyna do mnie docierać, że coś musiało się cholerka  stać. Wstaje. I od razu rzucam się na kanapę. Nie jednak nie wstanę.  Zostaję. Najpierw troszkę wytrzeźwieje i ruszam na poszukiwania Ivy. Detektywi.
*oczami Zayna*
Wysiadam jak najszybciej z samochodu. Kurwa, kurwa, kurwa. Potrąciłem kogoś! POTRĄCIŁEM!!! A jeśli ten ktoś nie żyje?! Ja pierdolę! Podchodzę bliżej. To jakaś kobieta. Jakaś ?! to IVY !!! Ivy Ramos! Moja kochana Iv! Podbiegłam do niej i najszybciej sprawdzam jej stan. Żyje. Biorę ją na ręce i biegnę do samochodu. Jak najszybciej do szpitala. Jak najszybciej do szpitala! DO SZPITALA!!! To jedyne co mam w głowie. Dociskam pedał gazu do podłogi i czuję, że jeśli go nie przestanę w mojej samochodowej podłodze będę miał niezłą pamiątkę po tym wydarzeniu i raczej nie będzie to najlepsze wspomnienie. Jest.
Jestem już przy parkingu pierwszego lepszego szpitala, którego napotkałem na mojej drodze. Gdy wychodzę z samochodu i biorę ją ponownie na ręce i wbiegam do zatłoczonego, białego siedliska chorób.
- Ludzie! Ludzie! Pomocy!- krzyczę na całe gardło.
- Proszę pana, proszę nie krzyczeć to szpital.- mówi kobieta w podeszłym wieku ubrana w biały kitel.
- Jak mam nie krzyczeć?! Skoro ona jest nieprzytomna, potrącona!- mój głos ani się nie ścisza, wręcz przeciwnie jest jeszcze głośniejszy.
- Dobrze, już dobrze.- mówi kobieta.- Proszę za mną i tylko proszę nie krzyczeć.- około czterdziestoletnia kobieta prowadzi mnie przez korytarz,a ja nadal trzymam nieprzytomną Ivy na rękach, ledwo utrzymuję się na nogach i to nie z powodu wagi Iv, tylko moje nogi są jak galareta.. Kobieta otworzyła drzwi  i pokazała gestem ręki abym położył kruchą czarnowłosą na szpitalnej kozetce.Serce ścisnęło mnie, gdy patrzyłem na nieprzytomną Ivy. 
- Proszę wyjść.- mówi pielęgniarka.
- Nigdzie nie idę.- zaczynam protestować. 
- A kim pan jest dla...- nie dokańcza, być może dlatego, że jej przerwałem, albo nie znała imienia Ivy.
- Jestem jej narzeczonym i to Ivy Ramos.- mówię niespokojnie, bo Iv nadal się nie budzi.
- To nie zmienia tego, że musi pan wyjść, gdy lekarz, będzie badał pannę Ramos.- mówi kobieta.
- Zostaję.- mówię krótko, a na twarzy kobiety pojawia się wzrok, którym chciałaby mnie zabić. 
- Proszę wyjść.- nie dyskutuję już z pielęgniarką i wychodzę poddenerwowany. Na korytarzu ludzie chodzą przygnębieniu lub też pewni radości. Na jednym z krzeseł siedzi uśmiechnięta para, kobieta w ciąży i głaszczący ją po brzuchu mężczyzna. Naprzeciwko nich siedział płaczący starszy mężczyzna. Siadam kilka krzeseł dalej niż szlocha siwy mężczyzna. To będzie długa noc. Muszę tylko wysłać wiadomość do Niny, ale nie napiszę jej, że jestem w szpitalu, bo zaraz tu przyleci. Co tu wymyślić?
*Kochanie, nie mogę przyjechać, muszę odwieźć Harrego do domu :*"*
Nie czekałem na odpowiedz tylko wyłączyłem telefon i schowałem go do kieszeni czarnych spodni. Jak ja to teraz wytłumaczę?! Potrąciłem Ivy! Diana mnie zabije! A jeśli ona się   obudzi to co jej powiem?! Co    jej    powiem?!

_______________________________________________________
Jesteśmy z rozdziałem! Osobiście jestem szczególnie zadowolona rezultatem mojej długo godzinnej pracy, po prostu brakuje mi weny :( Ale obiecałam wam, że go napiszę i jestem. Rzadko piszemy, bo chyba to nie jest tajemnica, że teraz w Brazylii mamy Mundial :) Więc to chyba was nie zdziwi, jeśli przyznamy się, że z zapałem oglądamy każdy mecz :) 
DO NAPISANIA :* 
Kochamy Was :* 
Lena i Weronika <3

wtorek, 17 czerwca 2014

Nareszcie zwiastun

Od lutego staramy się o zwiastun Jestesmy obie niecierpliwymi osobami, więc 5 miesięcy czekania to już chyba troszkę za dużo, aż w końcu nie wytrzymałam i zabrałam się za samodzielne zrobienie zwiastunu, tak wiem, wiem wyszedł tragicznie ale jak nabiorę większej wprawy to będzie lepiej, a właśnie nie chciałby mi ktoś pomóc w treningu? Macie bloga,a  nie macie zwiastunu? Jestem chętna zrobić, piszcie na e-mail lub w kom.
e- mali- lena.malfoy22@gmail.com

Dla spostrzegawczych, w autorach pojawiła się Lena Malfoy, ale to ta sama Lena Styles, tak jakoś wyszło i jestem pod dwiema postaciami :) 
Miło dnia, rozdział dodam w ciągu najbliższych 2- 3 dni :)
Kochamy Was, Lena i Wera <3

piątek, 13 czerwca 2014

druga część 21 rozdziału

*oczami Diany*


...Zaciągam się w białym proszku. Czuję łaskotanie w nosie. Przyjemnie. Zaciągam się ponownie czuje, że wszystkie moje problemy się ulatniały. Nie ma ich. Jestem tylko ja i kokaina. I'm love it! Zaczynam się niepohamowanie śmiać. Mój śmiech wypełnia pomieszczenie. Moje problemy odleciały,aleko, chen za morzami,górami, lasami. Odczuwam przeciwny efekt jak  działanie dementorów- strażników Azkabanu z serii Harry Potter. Jak ja ją kocham. Jak ja GO Kocham! Harry Potterze, czy wyjdziesz za mnie? Po raz trzeci zaciągam się w proszku i w ten sposób na stoliku nie ma już ani ciupki kokainy. Wstaje chwiejnym krokiem z kanapy.
- Zgredku, nie popychaj mnie!- wykrzykuje w stronę wyimaginowanego przeze mnie Zgredka.
- Nic nie robisz?! Wal się Dobby!- tym razem mój naćpany głos wypełnia całe mieszkanie.
- Papa Smerfie nie stój tak w kącie. Siadam na na stole leży marysia zapal.- wskazuje ręką na stolik, na którym spoczywają trzy skręty.
Spoglądam w lustro, które z mojej inicjatywy zawisło w głównym holu. Widzę powiększone źrenice bez najmniejszego cienia moich niebieskich oczu. Dobrze pamiętam ten wygląd sprzed końca sierpnia. Tak ten właśnie moje prawdziwe oblicze.
- I love Slytherin!- drę się ile sił w płucach.
- Draconie Malfoy zabawmy się.- patrze na kanapę, na której w rzeczywistości nikt nie siedzi ale ja widzę. Widzę Draco Malfoy'a.
- Zabawmy się!- zaczynam rozpinać rozporek od spodni.
- Ty małpo Weasly! Zamieniłeś się w Malfoy'a!- zaczynam się drzeć podbiegam do kanapy i zaczynam okładać poduszkę pięściami.
- A masz parszywy zdrajco krwi!
Ronald zniknął. Na jego miejscu siedział teraz najstarszy smerf.
- O Papo!
Usiadłam na kanapę i wzięłam go do ust, a po chwili go zapaliłam.
- Chcesz Papo? Nie! Więcej dla mnie.- zaciągnęłam się, a nim się spostrzegłam w rękach przekładam Jacka'a Daniels'a.

*oczami Ivy*

Zostałam tylko ja i Nina. Chłopaki się ulotnili tylko Zayn pojechał po alkohol na romantyczny wieczór jego i Nin.
- Będę już szła, Diana czeka.- wstałam z fotela i podeszłam do brązowookiej następnie całując ją w policzek.
Schodzę po schodach. Super wieczór. Pokłóciłam się z Harrym ale za to zyskałam Zayna. Muszę się dowiedzieć czy to co powiedział Loczek to prawda. Czy Cody to diler? Morderca? Nie powiem tego Di. Nie chcę jej martwić. Załamie się. Muszę sama się tego dowiedzieć. Jeśli tak to wykastruję Codiego zardzewiałymi nożyczkami. Zaśmiałam się i to jedyne co pamiętam zanim poczułam ból i zamknęłam oczy. Zobaczyłam ciemność, nic nie czułam po za pustką wypełniającą moje ciało.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ta dam. Jest i druga część. Co myślicie? Teraz już rozdziały będą pojawiać się często. Lena miała już ten głupi egzamin z fortepianu. Jej!
Rozdział trochę Potterowski. Wpadajcie na bloga Leny o Harrym Potterze http://harry-potter-by-me.blogspot.com/
P.S. Tak od Lenki:
Jeśli macie polecić jakieś blogi Darmione piszcie w komentarzach ;D :* KOCHAM WAS :***

                                   2 kom= 22 rozdział                                         




piątek, 6 czerwca 2014

Pierwsza część 21 rozdziału ( II sezonu )


*oczami Diany*

Idę w stronę Windstor Rood i skręcam w podany przez Jacka zaułek. Bywałam tutaj od czasu do czasu. Tutaj przychodzili narkomani i dilerzy. Dziwne, że policja się jeszcze nie połapała, że to tutaj dokonuje się najwięcej transakcji narkotykowych w całym Oxfordzie. Żałosne. Skręcam w ciemny zaułek. W cieniu koło pojemnika na odpady stoi dwójka mężczyzn przekazujących sobie woreczek. Sprawdzam godzinę, 22.05. Jack już... o idzie!
Brunet o kasztanowych włosach, czekoladowych oczach idzie w moim kierunku. Jego idealnie wyrzeźbione ciało zmierza w moim kierunku. Ręce zapełnione tatuażami oplatają mnie w końcu i ląduję w jego silnych ramionach.
- Di. Kiedy się ostatnio wieliśmy?- wypuszcza mnie ze swoich objęć.
- Końcówka września.- posyłam mu delikatny uśmiech. Pod koniec wakacji do końca września troszkę wkręciłam się w towarzystwo narkomanów.
- Czyli 2/8?- zaśmiał się.
Kiwam głową.
Koniec z ''standardzikiem'' czas na 2/8.
- Dobra. Trochę się o ciebie. Tylko raz próbowałaś kokę więc...
- Nie przejmuj się. Dobrze będzie.- macham lekceważąco ręką.
- Spoko. Pamiętaj nie wszystko naraz.- poucza mnie.
- Nie pouczaj mnie!- wyrywam mu z ręki torebkę pełna dragów, a zamieniam je na pliczek pieniędzy.
- A cóż takiego się stało?- gorliwie sie dopytuje przyczyny mojego załamania.
- Nic strasznego.- przytulam się do niego i odbiegam.
                                                                       
                                                                 ~*~

Otwieram drzwi, które po chwili zostają przeze mnie zatrzaśnięte. Rzucam torbę i płaszcz, który ląduję na podłodze nieopodal zdjętych przeze mnie butów. Opadam na kanapę i wyciągam z kieszeni rurek plastikowy woreczek z białym proszkiem. Wpatruję sie w niego. Czy dobrze robię? Oczywiście, że tak! Z drugiej kieszeni wydobywam parę skrętów. Rozsypuję zawartość torebki na szklany kawowy stolik, który stał przed szarą kanapą. Wydobywam z portfela kartę kredytową oraz 20 funtów. Wyrównuje biały proszek na wiarę prostą linię. Zwijam pieniądze w rulonik i pochylam się nad stolik. Wzdycham. Przykładam do nosa. Drugi koniec banknotu ląduje w kupie kokainy.... ( II część niedługo :* )
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Notka parafialna : Przepraszamy że długo nie dodaliśmy rozdziału ale ja byłam chora i musiałam brać antybiotyk a Magda ma zaliczenia w muzycznej mam nadzieje że rozumiecie :)


                                   2 kom= 21 rozdział ( II część)                           




czwartek, 22 maja 2014

Rozdzial 21

Moi kochani, pod rozdzialem 20 nie ma komentarzy wiec rozdzialu NIE BEDZIE. Mialysmy zamiar dodac go w weekend ale teraz juz pojawi sie dopiero za tydzien. :)

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 20 (II sezon)

*oczami Ivy*

Siedzimy w tym salonie. Atmosfera nie jest najmilsza. Zayn ciągle wlepia we mnie te swoje piękne oczy, a ja uciekam wzrokiem byleby dalej od jego czekoladowych oczu.
- To czym się Zayn zajmujesz?- Cody przerywa cieszę za co będę chyba mu wdzięczna do końca życia, bo mulat przeniósł swój wzrok na Codiego.
- Jestem na 2 roku anglistyki.- mówi zgodnie z prawdą.
- jak długo się znacie?- wypalam.
- Oboje pochodzimy z Bradford, chodziliśmy razem do liceum. Ostatnio tak jakoś wyszło.- Nina odpowiada za Zayna.
- Och...-chyba za głośno to powiedziałam.
Z zawstydzenia spoglądam w dół na moje palce, które jeszcze nigdy nie były tak ciekawe.
- Gdzie wyszedł Harry?- teraz to Nina ratuje mnie z opresji przed spojrzeniem Zayna.
Słyszymy krzyki. To Diana i Harry. kłócą się. No proszę was! Tylko nie tutaj!
- Co się im stało?- dziękuję Cody! Wszystkie oczy patrzą na mnie. To Zayn nic nie wie?! Nie, patrzy się na mnie ze współczuciem, że muszę to wszystko wytłumaczyć.
Ignoruję je i wzruszam ramionami.
- Ostrzegałem!- roznosi się męski głos.
Pokłócili się przy Ninie i Codym. Zajebiście.
- Pójdę sprawdzić czy wszystko OK.- Cody jest już gotowy wstać.
- Nie ja pójdę!- piszczę i wybiegam z salonu.
Biegnę w stronę gdzie jeszcze przed chwilką dochodziły głosy kłótni.
Nie ma tak Diany stoi tylko Harry.
- Gdzie on jest?- wpadam przez drzwi balkonowe niczym błyskawica.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Wróżką jestem?- pojeb.
- Nie żartuj sobie. Co jej zrobiłeś?!- wszczynam kłótnię.
- Nic jej nie zrobiłem!- wzrusza ramionami.
- Harry nie żartuj sobie! Gdzie ona jest i co jej zrobiłeś?!- krzyczę.
- Nic jej kurwa nie zrobiłem! Odczep się kobieto.- jak Diana mogła z nim być?!
- Wal się, Harry! Zraniłeś ją! Ona to przeżywała i teraz kiedy wszystko jest dobrze rozwaliłeś wszystko!
- Ja? Ja, ją do cholery kocham!- on sobie chyba ze mnie żartuję!
- Kochałeś?! Kochany niezły żart! Ja się na to nie nabiorę.
- Ale, naprawdę ...
- Tak, tak Harry, a ja jestem królewną śnieżką. Wpieprzasz się w jej związek, idealny związek. Ona teraz jest szczęśliwa, a ty to chcesz jej to wszystko zabrać, zrujnować.  Jeśli ją kochasz pozwól jej odejść, bo ona się w tobie zauroczyła, Diana kocha Codiego.- nabiera powietrza po wyczerpującym monologu.                   - Uważajcie obie, że ten wasz cały Cody jest księciem z pierdolonej bajki, a tak naprawdę nic o nim nie wiecie. Nic! On przed wami gra.- teraz to juz przesadził. Pieprzony dupek.
- Tak? A co zazdrościsz? Straciłeś swoja zabawkę i szukasz nowej, chcesz odzyskać stara?! Diana niech wypadnie z twojego rankingu, bo ona jest z Codym. Może pewnego pięknego dnia zostaniesz zaproszony na ich ślub. Jeśli Di będzie tak mila dla takiego dupka jak ty!- wykrzykuje wszystko co leży mi na sercu.
Harry tylko sie zaśmiał.
- Wy naprawdę nic o nim nie wiecie. Jest inny. Gdybyście wiedziały jaki...- przerywam mu.
-Jaki?! Oświeć mnie!
-On jest dilerem dragów, seryjnym morderca, uczestniczy w nielegalnych walkach i wyścigach. Chodząc z Diana ma jeszcze 6 innych lasek do pieprzenia. On złamię jej serce, a ty będziesz patrzeć jak wraca zapłakana, pobita do domu, bo poszła go namówić do spróbowania jeszcze raz.
-Jak śmiesz tak mówić?! On studiuje medycynę, jest najlepszy na roku!- Harry chyba sobie ze mnie teraz żartuje, on chce ze mnie zrobić idiotkę.
-Och... A zwróciłaś uwagę na nazwisko dyrektora uczelni? Ojciec Codiego, również ćpun i przestępca.
-Jesteś okropny! Zazdrościsz mu! Chciałbyś być na jego miejscu!- teraz zaczęłam sie zastanawiać nad tymi słowami. Czy naprawdę w nie wierze? Gdzieś tam czuje,ze Harry może mieć racje. Cody nie często zabiera Dianę na randki, rzadko sie widują. Zawsze wymiguje sie zajęciami, egzaminami, praktykami. Co jeśli to jest prawda? Co jeśli on pobije Dianę?!
-Same sie o tym przekonacie!- krzyczy i wychodzi z mina wielce obrażonego.
~*~
Niezręczną cisza spowila pokój kiedy siedzieliśmy w salonie domu Niny.
-Idzie ktoś ze mną na papierosa?- Zayn przerywa cisze.
-Ja.- zrywam sie z pufy i biegnę za Zaynem.
Jesteśmy na balkonie, na którym jeszcze godzinę temu stałam z Harrym i kłóciłam sie z nim, po czym jak gdyby nigdy nic siedzimy w salonie i oglądamy kolejny nudny film tym razem z uśmiechnięta buzia Cameron Diaz. Zayn wyjmuje kartonik pełen nikotyny.
Kiwam głowa i wyjmuje pomarańczowo- białego Malboro.
-Ognia?- zapalił zapalniczkę i w konsekwencji rozpoczynając dymienie papierosa.
-Przepraszam za tamto.- wydycha dym.
-Och...- to jedyne co mi w tej chwili przychodzi na język.
-Nie panowałem nad sobą.- nie chcialabym aby sie mi z tego tłumaczył.
-Dobrze.- daje mu do zrozumienia, ze nie musi sie tłumaczyć.
-Nie chcialabym żeby to zniszczyło nasza przyjaźń.- robi mi sie lżej na sercu. Zayn nie chce psuć naszej przyjaźni. Uff... -Ok?
Kiwam głowa na potwierdzenie tego.
Zyskałam przyjaciela ale czuje, ze tracę Dianę...


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszamy za błędy w tekście, za to, ze nie było nas aż 2 tygodnie ale były one bardzo pracowite, a teraz nadchodzi koniec roku wiec poprawy itp.itd.wiec w związku z tym ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIE CO TYDZIEŃ LUB DŁUŻEJ. PRZEPRASZAMY ALE W POLOWIE CZERWCA WAM TO WYNAGRODZIMY I WSZYSTKO BĘDZIE JAK DAWNIEJ CZYLI 3 ROZDZIAŁY NA TYDZIEŃ, ALBO WIĘCEJ.
Przepraszamy, Lena i Wera :*

2 komentarze = 21 rozdzial :)


       

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 19 (sezon II)

 *oczami Ivy*

Zamarłam. Do pokoju weszli Zayn i Harry. Chyba też nieźle się zdziwili widząc nas. Spojrzałam kontem oka na Dianę. Jej twarz wyrażała wiele uczuć. Strach, wściekłość, ból, chyba zadowolenie gdy kątem oka spojrzała na Codiego.
- Witaj. Harry.- wydusiłam z siebie po chwili.
- To wy się znacie?- Nina patrzy to na Dianę, to na Harrego.
- Tak!- Diana odzyskuje cała siłę głosu.
- Nie!- krzyczy Harry.
Gdy wykrzyczeli te dwa sprzeczne partykuły Nina ma całkowite zdezorientowanie wypisane na twarzy.
- Czyli?- Nina nie wie co zrobić. Jest raczej skołowana.
- Tak znaczy się. Jakże dobrze.- Nina jeszcze mocniej zacieśnia uścisk na tali Zayna.
- Och ...- siada na sofie.
- Obejrzymy coś?- po chwili niezręcznej dla niej chwili proponuje ten rodzaj rozrywki.
Włączamy bezsensowną komedię ''Spadaj tato!'' z Adamem Sandlerem w roli głównej i zajadamy się karmelowym popcornem.

                                                                     ~*~

*oczami Diany*

W czasie filmu ''wychodzę do łazienki''. Otwieram drzwi balkonowe, które z łatwością ustępują. Dotykam rękami balustrady i delikatnie na nią napieram ciężarem ciała. Nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Przyszło mi na myśl scena z Titanica, zaśmiałam się w duchu. Cody trzymał mnie opiekuńczo. Czułam ciepło i miłość bijącą od jego ciała. Całkowicie zatraciłam się w tym doznaniu, jakie dodawało mi poczucia, że jestem bezpieczna przy Codim.
- Podoba się?- zachrypnięty głos delikatnie pieścił swoim ciepłem moje ucho.
Chwila! To nie głos Codiego! To ... Harry! Gwałtownie się obracam.
- Co ty tu robisz?- pytam odsuwając się od niego.
- Chciałem cię zapytać o to samo.- śmiej się.
Czy dla niego to jest kuźwa zabawne?!
- Byłam pierwsza.- to przypomina teraz konwersację dzieci z przedszkola.
Wzdycha.
- Chciałem porozmawiać.- śmieszne.
- Chciałeś więc teraz nie chcesz więc cześć.-wychodzę z tarasu zostawiając go tam.
Czuję chudą dłoń oplatającą mój nadgarstek i przyciągającą do torsu Harrego. Ugh ... Jak ja nienawidzę mojego niskiego wzrostu.
- Co się stało?- głupek.
- Żartujesz sobie kurwa ze mnie?!- pojeb.
- Nie. Czemu?- idiota.
Harry przewraca nerwowo kluczami. Oczami wyobraźni widzę jak wyrywam mu jej z ręki i dźgam w oczy.
- Mam ci teraz wszystko tłumaczyć?!- niech on mnie nie denerwuję.
- Tak.- ugh ...
- Kocham cię. Myślałam, że ty mnie też. A ty po prostu chciałeś mnie kuźwa wykorzystać!- daje opust nerwom i drę się wniebogłosy.
- Kocham cię.- wybucham śmiechem.
Loczek patrzy na mnie jak na idiotkę.
- Śmieszny jesteś. A tak poza tym. Jak zakład? Chociaż nie przegrałeś, wyjechałam.- wyrywam się z jego uścisku.
- Puść mnie!
- Jaki zakład?- patrzy na mnie jak na idiotkę.
- Nie udawaj głupka.- próbuje sie wyrwać.
- Skąd o nim wiesz?- jego oczy pociemniały.
- Spadaj. Uważałeś mnie za głupią?! To się pomyliłeś! Byłam głupia i naiwna. Wielka miłość w jeden dzień?! Głupota. Zakochałam się! Wierzyłam, że możemy być razem. A teraz co? Przyjeżdżasz do Oxford i myślisz, że będzie dobrze?! Do kiedy masz przedłużoną datę zakładu?! Chociaż wiesz co zróbmy to teraz na balkonie! Tak! Wygrasz zakład, zostawisz mnie, złamiesz serce! Chociaż nie! Już to zrobiłeś! Dupek!- łzy lecą po moich policzkach. Teatralnie wyrywam się z jego uścisku.
- Ale Di, ja naprawdę ciebie ...- przerwałam mu.
- Daruj sobie Harry!- krzyczę.
- Z drugiej strony szybko znalazłaś pocieszenie.- wytyka.
- Wal się. Cody mnie kocha. Nie mamy przed sobą tajemnic. I on kurwa się o mnie nie założył!- odwracam się w jego stronę.
- Nie wszyscy są tymi za, których ich uważamy.- co on ma namyśl?
- Właśnie Harry. Nie wszyscy i Cody do tej grupy należy.- wychodzę.
- Nie zdziw się. Ostrzegałem!
Fukam i odchodzę. Przemierzam korytarzem domu brunetki, a w uszach cały czas dudnią mi słowa Harrego: ''  Nie wszyscy są tymi za, których ich uważamy'', ''Nie zdziw się'', ''Ostrzegałem''. Jak on śmiał ?! Zaczynam płakać. Nie chcę pokazywać się w tym stanie Codiemu i Ninie. Bez pożegnania wychodzę z mieszkania Nin i kieruję się w stronę najbliższego sklepu nocnego w celu kupienia czegoś mocniejszego. Muszę wypić, zapalić. Właśnie zapalić!
- Hej Jack.- Jack to lokalny diler, muszę zaszaleć.
- Diana! Co się stało?- chyba jest nawalony.
-Do kiedy ważna jest promocja ze skrętami?- czas przełamać syndrom grzecznej dziewczynki.
- Masz szczęście. Do dzisiaj!- na niego zawsze można liczyć
- Róg Franklin i Windstor Road, w zaułku między 58 i 60.
- Dzięki.
- Standardzik?- chodzi o podstawowe skład dla początkujących.
- 2/8.- zaszalejmy.
- Ostro.- rozłączam się i biegnę w wyznaczone miejsce.
Jak szaleć, to na całego.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 20 pojawi się po majówce. Bardzo przepraszamy, ale tak wyszło. Małe zaległości, które trzeba nadrobić :)

                                   3 kom.= 20 rozdział :)